poniedziałek, 18 lipca 2016

Rozdział I - Nowa bohaterka Ninjago City

 Był to kolejny zwyczajny dzień dla Violet. No, ale kim jest Violet? Z pozoru zwyczajna dziewczyna, obywatelka Ninjago. Ale pozory często mylą tak i jest w tym przypadku. Violet Ortega wszyscy uważają ją za: miłą, wrażliwą, spokojną, słodką, bez bronną, ostatnią ze staarego, szanowanego rodu Ortegów - po prostu taka "Mała Księżniczka". Nawet nie wiedzą jak bardzo się mylą. Violet, ale ta prawdziwa jest: szlona, energiczna, żądna przygód, wybuchowa lecz niestety takie życie bywa, że prawdziwą siebie musi skrywać pod płachtą "Małej Księżsniczki". Zapytacie pewnoe dlczego? Czemu musi to skrywać? A wiedz robi to ze względu na swojego ojca. Wbrew pozorom nie jest to zły człowiek kocha Violet najbardziej na świecie i nie chce pozwolić jej pójść w ślady Marion jego biednej małżonki i zarazem matki Violet. I tu nasuwa się kolejne pytanie co łączy Violet z Marion, że ojciec nie chce pozwolić córce iść w jej ślady? Łączy je moc. Moc kryształu, którą Viola odziedziczyła po matca. Jest to moc piękna i równocześnie pł, gdy na.


O prawdziwej naturze Violet wie tylko jedna osoba Skailor jej kuzynka, która tak jak ona posiada moc tylko z tą różnicą, że moc tej drugiej to bursztyn. Skai bo tak ma zwyczaj na nią mówić jest jej najlepszą przyjaciółką i za razem jedyną. Jest to spowodowane tym iż od śmierci Marion dziewczynie nie wolno wychodzić poza mury obszernej posiadłości. Zakaz wychodzenia nie był jedyną zasadą było ich mnóstwo ale najwarzniejsza brzmiała: " Nie wolno Ci mówić o mocy a pod żadnym pozorem nie wolno Ci jej używać. Najlepiej o niej zapomnij!". Tak te słowa słyszy od czwartego roku życia gdy tylko wspomni o swojej mocy. No ale jak zapomnieć o czymśe tak wspaniałym, pięknym i ekscetującym? Nie da się adlatego Violet w tajemnicy przed ojcem uczy się korzystać z tego nie zwykłego talentu. Uczy się tego od ósmego roku życia i do dziś po tylu latach samodzielnej nauki opanowała tą sztukę do perfekcji. Od momentu pierwszego trenimgu mineło jakieś dziewięć lat. Aktualnie Violet ma siedemnaście lat.

Lecz pewien czas temu Violet zdała sobie sprawe, że chciałaby wykorzysta swoją moc w dobrym celu, by pomagać innym bo pewnie tego właśnie chciałaby jej mama. Pragnełaby aby Violet broniła tych, którzy sami tego nie potrafią. I akurat w tym czasie ukazała się ku temu okazja. I właśnie o tym jest ta historia.


Violet smacznie spała w swoim łóżku, gdy w jej sennym stosunku z łóżkiem wszedł ON. Niszczyciel wszelkich marzeń. I naddzieii zwany tesż potocznie... budzikiem. Rozpoczą swój przeklęty ranny rytuał. I wtamtej chwili rozpoczeła się wojna Violet vs Budzik


Strategia 1 Próba wyłączenia budzika po omacku. - Zaspana dziewczyna wali ręką w stolik próbując znaleźć budzik - na marne - ale nie otworzy oczu w nadziei, sże wróci w objęcia Morfeusza. 1- 0 dla budzika.

Strategia 2 Zagłuszenie - Czyli klasyczna poduszka na głowe - też bez rezultatów- buddzik nadal trwa przy swoim. Twardy zawodnik. 2 - 0 dla budzika.

Strategia 3 Ostateczna Eliminacja - Violet już ostro wkurzona na niszczyciela za zepsucie jej snu o lataniu na Hartodziobie z Harry'ego Potter'a miota warstwą miętowego kryształu w budzik tym samym on leci do ściany na przeciwko i do niej przymarza.


Dziewczyna zadowolona ze swego wyczynu nawet nie zauwarzyła kiedy stanęła na łóżku. Po chwili odwróciła się i z impetetem walnęła się na biało-błękitną pościel. Przez moment wpatrywała się w baldachim łóżka i odnotowała zerową chęć snu.


Leniwie zwlekła się z łóżka i ruszyła do wielkiej białej szafy. Wyciągnęła z niej jeden z letnich kompletów i ruszyła w strone jednych z trzech obecnych w tym pomieszczeniu drzwi. Za nimi znajdowała się biało-miętowa łazienka. Wzieła szybki prysznic i po wykonaniu reszty porannych czynności wyszła z łazienki.

Przechodząc przez pokój zatrzymała się przy wysokim lustrze i popatrzyła na osobe w nim stojącą. Była to średniego wzrostu dziewczyna o szczupłej sylwetce, lekkich rysach twarzy, błrękitnych jak morska fala pięrknych oczach i długich jasnych blond włosach sięgających do pasa. Tak to była Violet poprostu Violet w czystej postaci. W trakcie zwróciła uwage tesżna zdjęcie wiszące w rogu lustra. Była na nim młoda kobieta średniego wzrostu jak na jej wiek o długich blond włosach, wurazistych błękitnych oczach. To była !arion. Violet była do niej nieprawdopodobnie podobna były wręcz identyczne. Viola popatrzyła jeszcze chwile na zdjęcie po chwili ruszyła w strone drzwi i znikneła za nimi.

Za drzwiami był korytarz bardzo zadbany na, którego ścianach wisiały portrety przodków Violi. Po przejściu korytarza zjechała po poręczy schodów na dół i skierowała kroki do kuchni. Po przygotowaniu sobie śniadania usiadła w salonie i włączyła telewizje. Zaczeła skakać po kanałach gdy nagle przed oczami na jednym z kanałów migneło coś nie pokojącego. Powoli zaczeła wracać się po kanałach gdy znalazła to czego szukała a okazały się to wiadomości.

- Mamy nie pokojące wieści szkieelety znów powróciły i sieją spustoszenie na ulicach Ninjago City... - mówiła przestraszonym głosem reporterka a za nią szkielety pustoszące ulice miasta i krzyki ludzi.

-... Nie mamy informacji na temat pobytu naszych ninja, ale jeśli szybko się nie pojawią czekka nas katastrofa ponieważ armie szkieletów są jeszczwe liczniejsze nisż przedtem
a do tego rozsprzestrzeniają się w zastraszającym tem... - w tym momencie coś przerwało transmisje. Ale to było nie istotne i tak dowiedziała się już wszystkiego czego potrzebowała.


Violet nie miała pojęcia co robić przecież nie ma szans by ninja się pojawili przecież są na Turnieju Żywiołów z tego co mi pisała Skai. No ale ktoś musi pomóc ludziom a może tak ja ? - taka myśl narodziła się w głowie Violi i postanowiła jąw zrealizować.

Dziewczyna szybko pomkneła na góre po schodach a stamtąd do jedynego opuszczonego pokoju w tym domu do pokoju Marion. Podeszła do starych drzwi były one oczywiśecie zamknięte od kiedy zmarła właśćcielka pokoju, ale Violet znalazła na to sposób. Zacisneła dłoń w pięść i wyobraziła sobie klucz pasujący do dziurki w tych drzwiach i po chwili w jej dłoni leżał nie wielki klucz z miętowego kryształu. Ostrożnie wsuneła go do dziurki i przekręciła. Klucz pasował idealnie i praktycznie od razu drzwi otworzyły się zw skrzypnięciem. Dziewczyna weszła do środka i zamkneła drzwi po przebywanie w tym pokoju też należy do zakazów. Sam pokój był średniej wielkości było w nim duże lóżsko z baldachimem, komoda, toaletka, ogromny puchaty dywan, drzwi na balkon i spora szafa. I to ten ostatni mebel był powodem jej wizy tu. Podeszła do szafy po skrzypiących drewniamych panelach i otworzyła drzwi szafy, które równierz zaskrzypiały. w środku pełno było ubrań, ale to jedno z nich tak bardzo zainteresowało Violę - stary kostium mamy w, którym walczyła ze złem, gdy była w moim wieku. Strój świetnie się prezentował był cały czarno-kremowy to były ulubioone kolory Marion. Nasza Violet szybko założyła strój i pasował idealnie jakby go szyto na miare. Po patrzyła na siebie w lustrze i zauwarzyłamjeden bardzo istatny brak... brak broni. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju i po chwili dostrzegła to czego szukała wisiał nad łóżkiem. Podeszła tam i zdjeła go ze ściany i w tamtej chwili miała w rękach wspaniały łuk. Wykonany z czystego srebra drogo zdobiony z pięknymi krawerami. Cały był Srebrno-kremowy tak samo jak strzały w, których wyjątkowe były groty przypominające kryształy. Podziwiała jeszcze przez chwile ręczne wykonanie łuku i wyszła wraz z nim zamykając kluczem drzwi. Ruszyła szybkim krokiem do swojego pokoju stamtąd na balkon, który znajdował się za trzecimi drzwiami w pokoju. Z balkonu zeszła do ogrodu po mocnuch bluszczach oplatujących ściane. Przez ogród pobiegła do muru otaczającego posiadłość wraz z ogrodem. I tu znów przdatny okazał się bluszcz. Wspieła się po nim i usiadła na murze. Nigdy do tąd nie widziała na własne oczy świata zza muru był niesamowity. No cóż, ale trzeba było ruszać dalej zwinnie zeskoczyła z muru i wylądowała po drugiej stronie. I teraz zaczynają się schody pomyślało ponieważ teraz musi wyczarować smoka. No niby wie jak to zrobić ale w praktyce nigdy tego nie próbowała. Westchneła i zamkneła oczy

- No cóż raz kozie śmierć - powiedziała sama do siebie

Wyciszyła się i zniwelowała strach i wtedy gdy to zrobiła udało jej się przywołała smoka. Była z siebie dumna, ale nie ma dużo czasu trzeba lecieć wiedz szybko wsiadła na swojego smoka i poleciała.

Lot zajął jej bardzo mało czasu wiedz po kilku minutach była na miejscu. Co tam zobaczyła przeraziło ją wszędzie były szkielety wiele budynków było zrujnowanych. Trzeba było szybko działać. Z zamyśleń wyrwał ją krzyk dziecka natychmiast udała się w tamtą strone. Gdy dotarła do celu krzyku zobaczyła tam trójke szkieletów stojących nad małym chłopcem kuląwcym się w rogu uliczki. Od razu zainterweniowała

- Hej wy głąby może zmierzycie się z kimś swoich pokrojów co? - zawołała do szkieletów, którzy odwrucili się w jej strone.

- O kogo my tu mamy panieneczka chce zgrywać odwarzną -zadrwił jeden z nich

- Radze ci z tąd spadać lala bo to się źle skoniczy - powiedział drugi

- Tobie radziłambym zrobić to samo jeśli nie chcesz mieć obitej tej parszywej buźki ostrzegam was - odpowiedziała

Na to cała trójka wybuchła śmiechem

- No, no, no wygadana dobra pokaż na co cię stać mała - zadrwił trzeci

-Jak chcecie tylko żeby póziniej nie było pretensji, że nie ostrzegałam - zadrwiła udając poważny ton i wzruszyła ramionami.


Zaatakowała całą trójke na ras to była łatwizna poradziła sobie z nimi z łatwością. Następnie podeszła do chłopca, który nadal siedział skulony w koncie.

- Hej mały wszystko dobrze, nic Ci nie jest? - spytała chłopca. Klękając przed nim.

- T-tak d-dziękuje - zająkał chłopiec wciąż przestraszony zaistniałą sytuacją.

- Dobrze to leć się schowaj a ja musze załatwić reszte tych głupich szkieletów - odpowiedziała chłopcu puszczając mu oczko i odbiegła.

Violet miała mase roboty szkieletów było mnóstwo lecz sprawnie się z nimi rozprawiała załatwiła już 3\4 armii bo reszta uciekła gdy tylko zobwczyła moce Violi. Łuk też okazał się być bardzo przydatny. Walczyła i walczyła gdy został już tylko jeden lecz najgroziniejszy... generał. Gdy tylko się dostrzegli odrazu rozpoczeli walke była ona bardzo zacięta żadne z nich nic nie mówił tylko skupiali się na walce. Pierwszy odezwał wierze generał.

- Zaskoczyłaś mnie nie sądziłem, że możesz posiadać taką moc ale ona i tak nie równa się z moją potęgą - krzykną generał

- Oj zdziwisz się - odparła

Walka trwała i trwała ale nikt nie odpuszczał. Gdy nagle generał podcią nogi Violet  ona upadła na ziemie a szkielet przystawił jej miecz do gardła.

- Jesteś córką Marion zapewne jesteś do niej podobna aż za bardzo tak jak ona jesteś zbyt pewna siebie i za to zapłacisz tak jak ona - mówił z pogardą w głosie.

I w tym momencie coś w niej pękł gdy zaczą mówić o jejmatce. Przepełniła ją wściekłość nie przenikniona niczym.

- Jak śmiesz... - powiedziała cicho bo wszystkie jej emocje wzbierały się w środku by zaraz eksplodować.

- Co tam mamroczesz ? - spytał z pogardą i rosbawieniem w głosie

- JAK ŚMIESZ O NIEJ MÓWIĆ!!!!!!! - wrzasneła uwalniacjąc wszystkie emocje

I wtedy coś w jej środku się uwolniło jakaś wcześniej nie znama jej energia jakaś mox. Całe jej ciało zaczeło emanować jaskrawym światłem, które oślepiło szkieleta i odrzuciło go do tyłu a sama Viola uniosła się w powietrzu. Strój dziewczyny zaczą się zmieniać tak samo jak broń. Po chwili strój Violet zakonicxzył transformacje czarne elemwmty pozostały w kolorze ale te kremowe stały sie miętowe to samo ze strzarzałami i łukiem. Jej oczy teżs stały sie bardziej wyraziste i pełne pięknej błękotnej barwy niż zazwyczaj. Gdy cała transformacja się zakoniczyła a Violet nadal unosiła się w powoetrzu wyciągneła łuk i oddała bez bezbłędny strzał w generała uwalniając go w krysztafowej wielkiej klatce. Po tym zleciała na ziemie a mieszkanicy miasta wychodzili z kryjówek, bili brawa i wiwatowali na jej cześć. Ona zdążyła się tylko uśmiechnąć bo podjechał do niej meżczyzna na wuzku inwalickims.

- Nazywam się Cygnus Borg i w imieniu wszystkich mieszkaniców naszego Ninjago City chciałbym Ci serdecznie podziękować za uratowanie maszego miasta - mówił mężczyzna

- Nie ma za co to mój obowiązek - odpowiedziała

- I tak jeszczeraz bardzo dziękujemy i nie martw się szkieletami już jedzie tu policja i ma się nimi zająć - mówił patrząc na unieszkodliwione szkielety

- To dobrze i już na mnie pora wypełniłam moje zadanie i musze wracać - powiedziała i przywołała smoka.

- Żegnaj - powiedziała i odleciała spowrotem do domu.



Wylądowała prosto przed murem swojego domu i wróciła do pokoju tak jak z niego wyszła. Gdy tylko się w nim znalazła odrazu rzuciła się na łóżko.

- To był najbardziej męczocy i najlepszy dzień w życiu - powiedziała Violet leżąc na łóżku.

                                                                                ***



Po przebraniu się w normalne ciichy i ukryciu stroju i łuku w znalezionej przypadkpwo w podłodze skrytce Viola zasiadła do telewizji by odejrzeć wiadomość. Oczywiście mówili o niej uznawali ją za tajemniczą wybawicielkę lub nową bochaterkę Ninjago City. Nadali jej nawet nazwę Mint Sicret. Tak serio to nawet się jej to spodobało wiedz postanowiła przyjąć ten pseudonim. Puziniej oglądała już tylko wiadomości znodrobine głupkowatym uśmieszkiem. No cóż czuła się jak Kapitam Ameryka w kiedy oglądał w kinie film o samym sobie i miała dokładnie taki sam uśmieszek co on wtedy.    
       


                             
C.D.N